http://www.tlpoker.pl/


LP international Poland latinoamerica Iceland    Kontakt            Użytkownicy: 100 Aktywnych, 0 Zalogowanych - Godzina: 01:45
Poker Nowości








TLP Avatary Pokerstars:


Ball till You fall !

Nowy na TLPoker? Zarejestruj się za darmo!
rss
Law in action.
  Manius, Dec 27 2012

Mija 9 miesiąc od momentu kiedy zagrałem swoje ostatnie rozdanie online. Od tamtej pory poświęciłem się swojemu życiu zawodowemu. Jako, że czuje się nie do końca rozliczony z TLP postanowiłem napisać trochę swoich przemyśleń na temat wyborów i zmian w moim życiu.

Pewnie część z Was wie, że skończyłem Prawo, obecnie jestem aplikantem adwokackim, czyli takim gogusiem co czuje się już jak prawdziwy prawnik, zgrywa takiego, ubiera się modniej niż Partnerzy Zarządzający wielkich firm prawniczych i myśli o sobie, że jest wyjątkowy 

Jeszcze rok temu grałem HU SNG, do którego zachęciły mnie produkcje Zapolka z konkurencyjnego serwisu. Musiałem jednak postawić się przed pewnym wyborem, gdyż granie „na poważnie” i jednocześnie rozwój zawodowy wykluczały się. Bycie prawnikiem, czy bycie pokerzystą to piękne profesje, które mają ze sobą wiele wspólnego. Praca polega na rozwiązywaniu zagadnień, tworzeniu nowych strategii, „walce” z przeciwnikiem. By być dobry trzeba się stale rozwijać i dokształcać, inwestować w siebie. Kosztuje to jednak wiele energii. Tymczasem ja musiałem opłacać mieszkanie, opłaty za szkolenie i tzw. „życie”. Wypłaciłem wszystko co miałem i zapłaciłem dużą część zobowiązań. Od tamtej pory trochę odetchnąłem, ale trzeba powiedzieć, że czułem się trochę jakbym miał całego rolla na środku stołu. BRM to nauka, którą będę się kierował całe życie.

Czasy dla prawnika są ciężkie. Zawód został otwarty, jest nas wielu, trzeba zadbać o to by być zauważonym. Oprócz solidnego warsztatu wiedzy, trzeba umieć się sprzedać.

Decyzja o podjęciu dalszej ścieżki zawodowej została podjęta już dawno temu, staram się być osobą konsekwentną. Widziałem jednak co się dzieje. Państwo pozwoliło wielu osobom na iluzoryczne myślenie, że każdy może zostać adwokatem/radcą prawnym – ja też się do nich zaliczam. Coś tam zmienili i tak to zostawili, niech się toczy. Korporacje zupełnie nieprzygotowane na napływ takich mas chętnych radzą sobie kiepsko. Szkolenie jest marnej jakości i nic nikogo nie obchodzi. Nie wiem jak z nas mają wyjść ludzie, kiedy co wykład przychodzi kolejny gwiazdor opowiadać o swoich sukcesach, lub anegdotki z sądowych korytarzy.

Duży wpływ na moją decyzję o rzuceniu pokera i poświęceniu się całkiem prawu był powód dla którego zacząłem w to grać. Pieniądze. Pierwszą styczność z tą grą miałem w połowie 2006 r. gdzie po chwili zabawy na Play Money i po przegraniu darmowych 5$ pojechałem pracować do Niemiec. Gdyby nie późniejsze sukcesy mojego dobrego kolegi w turniejach i zrodzona na tym wizja zarabiania fajnej kasy za granie w karty pewnie nawet bym nie wrócił do tej gry. Tak się zaczęło, jakaś edukacja, darmowe depozyty, ale na dobre wziąłem się za to kiedy wpłaciłem swoje własne 50 zł. Nabrałem szacunku do kasjera. Niestety ten kamień węgielny w dłuższym okresie czasu nie pozwolił mi na bycie dobrym graczem. Choć bardzo się starałem to nie mogłem przestać patrzeć na tą gre przez pryzmat pieniędzy. Potrzebowałem pieniędzy na utrzymanie. Naiwnie porzuciłem pracę na 2 roku studiów dla grania nl10/25, zamiast spokojnie grindować micro w wolnych chwilach.

Stanęło na tym, że grałem tylko i wyłącznie po to by mieć na jedzenie, ubrania, imprezy. Po pewnym czasie człowieka trafia jak w zwykłej pracy. Zazdrościłem podejścia osobom, które grały dla samej frajdy, bo to po prostu świetna gra. Wygrane przychodziły jako efekt uboczny.

Tak zakorzenione podejście i nastawienie na zysk nie opuściło mnie do końca.
Prawo wybrałem ze względu na to, że to nauka która do mnie trafia i jest to w moim przekonaniu najlepsza dziedzina w której można pracować. Rozumiem jego niuanse, uwielbiam rozwiązywać sytuacje problemowe. Czuje się wzbogacony jako człowiek. Z każdą sprawą rosnę.

Zrobiłem jeden poważny błąd za który muszę płacić do teraz. Granie w pokera dało mi taką niezależność, że przez dłuższy czas nie myślałem o swoim życiu zawodowym i jego przyszłości. Nie szukałem praktyk w kancelariach, nie brałem udziału w żadnych uczelnianych inicjatywach czy konferencjach. Teraz trzeba to nadrabiać, bo z mojego CV wynika, że jestem niezłym leniem, a to nieprawda.
Po kilku miesiącach poszukiwań udało mi się dostać pracę pod Warszawą w pewnej kancelarii. Okazało się, że na miejscu jestem tylko ja i pani sekretarko – manager. Adwokaci i radcowie wpadali od wielkiego dzwonu jak klienci byli umówieni. Po krótkim czasie przyzwyczaiłem się do takiego charakteru pracy. Byłem niezależny, nikt mi nie rozkazywał, mogłem spokojnie się zajmować zleceniami bez większego stresu. Klienci to raczej maluczcy z jakimiś mało skomplikowanymi sprawami. Rozwody, spadki, spory o kase, podziały majątku. Zarobki były kiepskie, szef tanim kosztem nabijał sobie kieszenie dzięki mnie, a ja będąc tego świadomy i tak się cieszyłem, że w końcu EXP leci i da mi wejście na rozmowę do lepszych firm. Zebrałem masę anegdot i z uśmiechem wspominam to miejsce. Psychicznie chorzy klienci, którzy czasem nawiedzali kancelarie mieli historie nie gorsze od tych na YouTube. Pierwsze doświadczenia z sądem jako profesjonalny pełnomocnik zostaną do końca życia. Praca była mało stresująca, niewymagająca i niestety mało perspektywiczna. Na początku 6 miesiąca pracy dostałem propozycje pracy w Warszawie, po pomyślnej rozmowie kwalifikacyjnej długo nie czekając złożyłem wypowiedzenie w pierwszej pracy. Nowa kancelaria to było coś z prawdziwego zdarzenia, szefowa uznany autorytet w środowisku, klienci z najwyższej półki, kancelaria w dogodnym miejscu na starówce :-) Byłem w prawniczym niebie.

Zaczęło się na szybko, dostałem przydział na klienta którym miałem się opiekować – temat autostrady. Ledwo co zdążyłem obejrzeć półkę z aktami i dostałem zadanie „wpadkowe”. Szefowa woziła się z pewną sprawą, która była w takim stadium, że widoki na powodzenie były niewielkie. Jako, że miałem już „doświadczenie” w procesie zostałem poproszony o to, żeby znaleźć „sposób”. Spędziłem 3 dni w bibliotece głowiąc się co z tym zrobić. Jasno zostało powiedziane, że szefowej bardzo zależy na tej sprawie bo chodzi o jej przyjaciółkę z którą się zna 30 lat – ekstra motywacja. Czułem przez skórę, że to może zaważyć o mojej przyszłości. Musiałem się pokazać przez 1 miesiąc próbny.

Udało się. Wymyśliłem co zrobić. Przedstawiłem swoją koncepcje. Została przyjęta z aprobatą, a ja czułem się dobrze z tym, że ładnie zacząłem. Przyjemność jaką miałem z poszukiwania rozwiązania napędzała mnie do dalszej ciężkiej pracy. Tak jak przypuszczałem moja praca zaważyła o podpisaniu ze mną umowy.

Znajomym wokół opowiadałem, że trafiłem do najlepszego miejsca na świecie, gdzie rozwinę się jak nigdzie indziej.

Później już nie było tak pięknie. Dostałem zadanie dotyczące tej samej sprawy, trzeba było się zmierzyć z Sądem Najwyższym. Świetnie. Przystąpiłem przygotowania projektu pisma i samej koncepcji rezultatu który chcieliśmy uzyskać. Przesłałem do zatwierdzenia. Jak nigdy niemal natychmiast dostałem odpowiedź, że praca jest dobra i ze wszystkim się zgodzono. Dziwiło mnie tylko dlaczego cały kredyt za pracę poszedł do mojej koleżanki, która się tym nie zajmowała… Ta dość szybko zwróciła uwagę chwalącej ją szefowej, że to moja praca ona zajmowała się innym wątkiem (byliśmy drużyną). „Aha ok.” tyle usłyszałem. Zaczęło coraz bardziej wyłaniać się postawa życiowa Pani Mecenas – skrajnej feministki, kobiety sukcesu, którą niegdyś porzucił mąż. Ona sama zwracała mi na początku uwagę, że mężczyźni mają z nią ciężej, no i ogólnie to ciężko ją czasem zrozumieć co było tłumaczone szybkim tokiem myślenia za którym nie nadążał aparat mowy ; DD

Następny dzień był początkiem końca. Sporządzone przez nas prace (sztuk 3) okazały się – w mniemaniu mecenas – kompletną klapą i bełkotem. Nie wdając się w szczegóły mojego 15-godzinnego dnia pracy nie wszystko udało się poprawić. Szefowa była wściekła, obwiniła nas o wszystko, zadzwoniła przy nas do swojej przyjaciółki i niemal płaczliwym głosem oznajmiła, że nie jest w stanie nic zrobić. Ja kompletnie nie rozumiałem co się dzieje, wczoraj zgoda, dziś wściekła, pisze mi jakieś głupie komentarze z których nic nie wynika, nie wiem jak poprawić, co poprawić – dramat. W końcu wstaje mówię do siebie „ja już nie wiem o co tutaj chodzi” i wychodzę ochłonąć na zewnątrz, na chwilę. Autentycznie czułem się stiltowany i bezsilny. Bardzo chciałem poprawić to co było nie tak, ale nie wiedziałem jak. Ona też nie. Zostawiła mnie samego ze sprawą która toczy się 4 rok i była kompletnie niepoinformowana we wszystkim. Koniec końców musiałem pojechać trochę wcześniej na pocztę i namówić Panią żeby przetrzymała mi datownik z pieczątką 10 min bo koleżanka jedzie z papierami spóźniona z biura (termin na wysłanie mijał tego dnia). Udało się. Poszło. W taksówce którą wracałem wspólnie z koleżanką i szefową usłyszeliśmy wykład i nie mogliśmy się naprzepraszać. Z perspektywy czasu myślę, że niepotrzebnie. Tydzień później dowiedziałem się, że moje losy w tej firmie zostały przesądzone. Nie potrafię radzić sobie w sytuacjach stresowych, i tak pracować nie możemy. Oprócz tego długi „speech” o tym jak to niedopuszczalne jest zostawić wszystko na ostatnią chwilę i że tutaj się tak nie pracuje. Nie mogłem sobie przypomnieć dnia w którym coś wyszło od nas nie w ostatniej chwili. Ale może to tylko ja.

Od tamtej chwili mój sen stał się koszmarem. Autentycznie poczułem co to znaczy izolacja w miejscu pracy. Mój szacunek do szefowej topniał z każdym dniem. Choć nikomu o tym nie mówiłem i starałem się zachowywać jak dotychczas.

Miałem do siebie duże pretensje – łyknąłem wszystkie ściemy jak pelikan. Uwierzyłem w ten raj na ziemi. Wiadomo, że prędzej czy później takie rzeczy wychodzą. Autentycznie widziałem Suits po polsku (nawiasem mówiąc szefowa jest fanką ). Później okazało się, że nie tylko ja uległem czarowi. Ale tak samo jak wszyscy wokół szybko się rozczarowałem. Szczytem było jednak kiedy dowiedziałem się, że chciano wobec mnie ponownie sprowokować sytuację stresową i sprawdzić jak się zachowam. Odmówiono.
Międzyczasie lista klientów bardzo stopniała na skutek jakiś gierek w które szefowa się zamieszała. Szkoda, bo były fajne rzeczy do robienia. Sprawy medialne i spory kaliber.

Ja tymczasem dostałem podpowiedź, że mam się skupić nad skargą kasacyjną, bo to zaważy o mojej przyszłości w firmie. Wierzcie mi siedziałem nad tym ile mogłem. To najtrudniejsze pismo pod względem wymogów formalnych. 90% jest odwalana przez Sąd Najwyższy bez czytania za braki. No stres. Nawet nie przeczytała tego. 37 stron, 2 tygodnie wyjęte z życia na nic. Pani dyrektor zarządzająca zaprosiła mnie na rozmowę i poinformowała, że pomimo silnego wsparcia ludzi w firmie i jej osobistych próśb współpraca ze mną nie zostanie przedłużona i od nowego roku muszę szukać nowego miejsca. Na pytanie o powód powiedziano mi, że niestety sytuacją którą opisałem wyżej zostawiła niezatarte wrażenie. Sick.

Powiedziałem swoim współpracownikom o tym co się dzieje. Zdziwienie było niemałe. Pojawiło się nawet poczucie winy. Moja najbliższa koleżanka chciała sama iść wstawić się za mną. Dopiero kiedy wyraźnie i stanowczo zabroniłem jej czegoś takiego - przystała. Chciałem uniknąć takiej sytuacji dlatego do ostatniej chwili zachowałem dla siebie wiadomość o mojej sytuacji.

Odpoczywam. Po całym roku pełnym napięcia i braku wakacji postanowiłem sobie po prostu odpocząć. Dziś już się zmęczyłem tym leżeniem i postanowiłem coś napisać. Dawno już chciałem napisać ten odcinek bloga. Nic w nim pokerowego, ale myślę, że dobrze jest przeczytać jak sobie radzą osoby, które poświęciły serwisowi prawie 4 lata życia : )
Zaczynam na nowo szukać, teraz raczej okres plaży, ale pewnie niedługo zacznie się wysyp ofert z uwagi na rotacje więc będzie gdzie się pokazać. Wzmocniony o doświadczenia minionego roku, podniesione kwalifikacje będę stawał pewniej przed potencjalnymi pracodawcami.

Kiedy tu przyszedłem było trochę inaczej. Każdy z melancholią wraca do złotych czasów, kiedy można było wszystko, przemysł się rozwijał, a wizja wjazdu celników pojawiała się tylko w żartach. Można było chodzić na lokalne ligi i brać udział w fajnych turniejach.

Często kiedy tu zaglądam mam ochotę wrócić do grania. Dużo dobrych wspomnień. Jednak obie prace są tak wyczerpujące umysłowo i wymagają takiego poświecenia, że trzeba wybrać albo jedno albo drugie. Moim zdaniem nie da się być bardzo dobrym robiąc obie te rzeczy. Poker nauczył mnie większej odporności na stres, w pewnym stopniu uwolnił mnie od przywiązania do pieniądza, wiem też że muszę inwestować w siebie i podnosić skilla to prosta i oklepana rada, ale jakże skuteczna i niedoceniana. Dlatego poświęcam się prawu, jako że widzę tu dla siebie większą przyszłość. Po prostu lubię to z samej natury rzeczy.

Ja już swoją drogę wybrałem, ale nigdy nie zapomnę przygody z pokerem. Pewnie był ją powtórzył, choć z paroma poprawkami ; )
Dzięki wszystkim za uwagę : ]
Manius




*****2 votes

Komentarze (37)


Face It.
  Manius, Mar 09 2012

Witam Panowie,


Jako kolejna osoba, która obiecując regularne wpisy, dodaje niniejszy bo dość długiej przerwie.
Ostatnie miesiące to podwójna walka, o byt w wielkim mieście i o pracę.

Powrót do Warszawy po 3 miesiącach wiązał się z wieloma wydatkami, nie wiem jak to się stało, ale już pierwszego dnia, po załatwieniu paru małych rzeczy, opłaceniu mieszkania, kaucji...co ja pacze? Brakuje jakiś 2k zł w portfelu. Pewnie niektórzy tutaj tyle noszą na codzień na wydatki, ja natomiast nie przywykłem do takich wydatków na "niewiadomoco". No to zaczynamy, trzeba by znaleźć jakąś pracę. Codziennie po kilka godzin ślęczałem przed kompem w poszukiwaniu ofert pracy w kancelariach lub firmach. Ku mojej rozpaczy, takich jak ja było wielu, a moje papiery niespecjalnie się wyróżniały na tle reszty gawiedzi. Przez kilka miesięcy dość nieskutecznie składałem swoje aplikacje w różnych miejscach. Zacząłem w którymś momencie sprwadzać czy mój telefon dobrze działa, albo czy na maila normalnie przychodzą wiadomości ;D Wszystko było (jakby) ok. Nie jest to jakaś porażka życia, ale przez prawie 3 miesiące brak odzewu. Dopiero pod koniec stycznia dostałem zaproszenie na testy...
Od tamtej pory troche tych ofert się sypnęło byłem na 4 rozmowach o pracę, w jednej kancelarii praktycznie zostałem już zatrudniony, ale pod koniec nie wypaliło, gdyż kancelaria nie wygrała przetargu na obsługę prawną banku w której miałem ich reprezentować, do tego nałożył się problem zbyt małego doświadczenia i kazali mi być na tzw. standby'u i tak od początku marca. Nic to, że przeszedłem 3 etapową rekrutacje, na której ciągle mnie pytano z jakiś przepisów, rzucono mi szałowe 1500 netto, a ja jak piesek grzecznie bym się rzucił jak na smakowitą kość. Międzyczasie poszedłem jeszcze na 3 rozmowy...chciałbym to tak nazwać. EGZAMINY! To bardziej właściwe określenie, człowiek nie zdąrzy dobrze się przedstawić i już dostaje 3 pytania na twarz z różnych dziedzin. Jakoś wybrnąłem, i poprzechodziłem do następnych etapów. Już się boję następnych ;o Jestem strasznie zmęczony tym wszystkim, błądze jak dziecko w mgle, bo nawet nie wiem czy te moje wysiłki nie skończą się na umowie "1200 brutto".

A skoro już jesteśmy przy pieniądzach to może poker.
Jest średnio. Zrobiłem jakiś czas temu przestawkę na HU SNG. WYdaje mi się, że całkiem dobrze opanowałem tą odmianę, ale chyba nigdy nie będę w stanię się nabudować tak jak bym chciał, koszty życia, opłata za aplikacje adw., mieszkanie totalnie mnie czyści. Miesięczne wypłaty rzędu 700-1k$ totalnie mnie niszczą. Nie wiem nawet skąd brałem takie sumy przez ostatnie miesiące. Fakt faktem jest, że znów jestem w kropce.

Styczeń to udany wypad na Betfair, gdzie z samego bycia RB pro udalo mi się wyrobić ładny bonus, a raczej ich kombinacje. Na luty zaplanowałem sobie ostry grind z bonusami w tle, niestety serwis PSavvy z którego korzystałem przez długi czas postanowił mnie wydymać w iście hollywoodzkim stylu, nie przyznali mi pkt które miałem już wyrobione, część moich zapisów okazała się nie podłączona pod tego Affiliate i cały plan, nad którym spędziłem troche czasu poszedł w łeb. Byłem stratny sporą jak dla mnie sumę pieniędzy, morale opadły i nie wiedziałem co dalej ze sobą robić. Stwierdziłem, że czas się zapisać w jedno miejsce i tam grać bez skakania i tracenia czasu na wpłaty i wypłaty. Między czasie luty przyniósł mase koniecznych wydatków (mieszkanie, rata za szkolenie apl.) i postanowiłem, że należy mi się w końcu monitor, który zakupiłem po długich rozmyślaniach i śledzeniu różnych for

Wyniki...co tu dużo mówić, o ile ongame można sobie tlumaczyć, że rake zjada profit, to reszta roomów wypada dość blado, wklejam screena z wszystkich fastnicków, które miałem przy wyrabianiu bonusów, jednym słowem RB pro ;o
Jest to też forma pewnego przyznania się przed samym sobą co do wyników. Staram się grać jak najlepiej, ale po prostu mi nie idzie. Mam jakieś zrywy, kiedy gra bardzo dobrze, by później grać skrajnie źle.
Są to w głównej mierze turnieje Turbo.



Ciężko mi się zmotywować do grania, kiedy cały profit ciągle wypłacam na poczet wydatków, miesiąc w miesiąc zaczynam w tym samym miejscu albo i gorzej. Dość mam ciułania tych groszy. Ostatnie 2 dni już coś mnie dopadło, przytomnie wyłączyłem lobby kiedy stwierdziłem, że coś za mocno nogami w podłogę wale Poszedłem sobie pogadać z współlokatorami o pierdołach i położyłem się spać. Dziś odpaliłem lobby, zacząłem walke, ale szybkie 5 kopów na twarz i znów wyłączyłem lobby. Tym razem musiałem na prawdę odparować bo myślałem, że mnie coś trafi (myszka szykowała się już do lotu).
Może to moja kiepska kultura pracy, może tylko wydaje mi się, że się uczę.

Analizowałem sobie ręce metodą Zapolka, i była to całkiem fajna zabawa, później lepiej grałem, ale to też mógł być po prostu heater chwilowy.

Czuję od jakiegoś czasu w kościach, że moja przygoda z pokerem powoli dobiega końca, kiedy stane na rozstaju dróg pracy i pokera, wiem w która stronę podążę, bo jak widać, nie mam za czym tęsknić tak bardzo w pokerze. Daje mi frajde, dużo się nauczyłem, a praca nad mindsetem zostanie mi pewnie do końca życia jako droga samorozwoju. Realia pewnie będą takie, że nie będę w stanie normalnie grać po pracy, bo profesję sobie wybrałem wyczerpującą umysłowo - przynajmniej mi się tak zdaje Po cichu liczę, że jednak tak nie będzie.
OStatnio spotkały mnie 2 troche niemiłe sytuacje podczas rozmów o pracę. Okazało się, że moja "najlepsza niepubliczna szkoła wyższa w Polsce" nie świeci takim przykładem jakim sobie przypisywała. Idąc na tą uczelnię wiedziałem, że to może być problem w przyszłości w jakimś zakresie. W trakcie jednak przekonywano mnie to tym, że się mylę i stereotypy już nie grają takiej roli. Osoby przeprowadzające ze mną rozmowy zaznaczyły, że troche nie ufają absolwentom tej uczelnie, gdyż mają kiepskie doświadczenie. Tyle dobrego, że człowiek swoją postawą jednak świadczył, że nie jest to reguła ;o

Dziś w przypływie szewskiej pasji chciałęm powypłacać kase z roomów jaką jeszcze mam i zamknać sprawę, pojechałęm jednak na szkolenie, ochłonąłem i tak w chwilach mniej interesujących wywodów pana mecenasa dumałem co ze sobą zrobić. Ewidentnie potrzebuje wskazówek, nie ma nikogo w moim otoczeniu kto jest w stanie pomóc mi w sposób kompetentny. Brak mi trochę konsekwencji w moich działaniach, narzucam sobie zasady, które nieraz chyba hamują mój rozwój. Przez pewien okres planuje sobie każdy dzień, by potem poddać się nurtowi zwykłego przypadku, mentalnie kopanina straszna. Dziś chciałem w cholere już rzucić HUsng na rzecz cash, później naszła mnie jednak refleksja, że jeszcze 3 dni temu myślałem sobie jak ta odmiana jest dużo ciekawsza od innych. Ostatnimi czasy jak przeglądam ręce na forum z cashy to robie tylko duże zieeeeefff ;D Ręce Ziomala są oczywiście zawsze wyjątkiem ;DD

Poszukiwanie zajęcia odwiodło mnie od napisania kolejnego tekstu, który obiecałem, cała koncepcja już dawno mi się poukładała w głowie, ale nie mogę przelać tego na papier. Bieżące doszkalanie się jest zajmujące i nie mam już później ochoty zaglądać do czegoś nowego. Przepraszam Panowie!

Chciałem zrobić sobie tutaj plan na najbliższy czas, ale ogranicze się tylko do jednej rzeczy:
1) rozdzielić permanentnie bankroll pokerowy od kasy na życie

Wydaje mi się tylko, że może to poskutkować bardzo drastyczną decyzją co do zejścia na bardzo niskie stawki ;o
mała wiadomość dla siebie na przyszłość:
Maniuś, bądź chłopie ze sobą szczery.

Pozdrawiam!

ps. ja to chyba umiem tylko narzekać ;D



0 votes

Komentarze (12)


Prawniczy bełkot.
  Manius, Oct 24 2011

Czas odkurzyć to miejsce...


Witam wszystkich zwiedzających

Od ostatniego wpisu dużo rzeczy się zmieniło. Zostałem magistrem prawa, dostałem się na aplikację adwokacką, a pokerowo zmieniłem odmianę za sprawą jednego z naszych lokalnych wymiataczy.

Kończy się miesiąc błogiego lenistwa, po wcześniejszych 3 miechach nauki ustaw miałem dość wszystkiego. Ucierpiał na tym mój poker, ale po 8h czytania ustaw ciężko się siedzi przed monitorem w skupieniu. Z uwagi na pewne spore wydatki mój roll znów wyglądał jak śmieszne kieszonkowe. Nie chciało mi się znów grać cash, pogralem 2 tyg mass tabling jako RB pro i się znudziło. Znajomy polecił mi mindsetowo film ZAPOLKA z PS.com, taktował on oczywiście o hu Sng. Miałem już wcześniej do czynienia z ta odmianą, ale nie był to dobry pomysł, aby podczas bad runa na 6max przesiadać się na tą odmianę. Tak więc widząc, że nie mam czasu i siły na grind stolikowy zacząłem się uczyć HU SNG.

Gra dała mi trochę świeżości, znów zapragnąłem się uczyć, obejrzałem sporo filmów, staram się analizować swoje ręce. Pracuję nad ICM i jakoś powoli prę do przodu. Granie rozpocząłem nieśmiało na 5+05$ na Ongame, później przyszły 10+1$. Obecnie gram 20+1$ na Ipoker. Pewnie będe pykał jednocześnie na kilku stronach, najlepiej wygląda ongame jeżeli chodzi o graczy tylko Rake jest zabójczy, ale przy odpowiedniej kombinacji bonusów od depozytu + savvy jestem w stanie zrobić rakeback 100%++.

Nagrałem film z gry do komentowania i omawiania, zamieszczam do niego link:

http://hostuje.net/file.php?id=b8acf6d1bbb4f00bce9615b55f0a04d9

Shot jak dotąd udany:



W niedalekiej przyszłości chciałbym nawiązać współpracę z ciastkiem, czy też zapolkiem, muszę być jednak bezpieczny finansowo, żeby pozwolić sobie na takie wydatki. Początkowo w formie coachingu, a być może kiedy będę awansował i mógł coś wnieść od siebie, równoważnej współpracy.

Życie

Cały czas progres. Skończyłem naukę (tak jakby), dostałem się tam gdzie chciałem. Teraz tylko znalezienie odpowiedniego patrona i kolejne 3 lata życia mam co robić, choć muszę wszystko sobie dokładnie zaplanować. Niedawno skończyłem 24 lata, liczba zdawałaby się już całkiem poważna, a ja się tak nie czuję. Może oleju mam trochę więcej w głowie, obowiązków i oczekiwań – no biggie. Aplikacja zaczyna się dopiero od stycznia 2012, więc do tego czasu muszę sobie znaleźć jakieś zajęcie, najlepiej około – prawne. Czuje się podekscytowany, perspektywa przebywania na sali sądowej i uczestniczenie w procesie to pewnie koszmar niejednej osoby, ja natomiast mam totalnie odwrotnie. Z sentymentem wspominam praktyki w sądzie kiedy dziennie spędzałem 6-7h na rozprawach. Były ciekawe, były też standardowe i nudne. Niemniej jednak czas płynął mi bardzo szybko i nim się obejrzałem, kazali iść do domu.

Dostałem kilka pytań odnośnie darowizn od lokalnych użytkowników. Każdy słyszał coś tam od znajomego, ale do końca nie było jasne. W swoim tekście postarałem się udzielić odpowiedzi na kilka nurtujących Was pytań, nie zawarłem tam wszystkiego, bo nikt by tego nie czytał :D Jeżeli zrodzą się kolejne, chętnie odpowiem.

Aby tym, którzy nie potrzebują prawniczej edukacji nie przedłużać i nie zaśmiecać wrzucam tekst do spoilera Liczę na feedback, aby wiedzieć czy jest zapotrzebowanie na takie pisanie ;]

+ Pokaż tekst +




Pozdrawiam!!


edit: rehost filmu



*****1 votes

Komentarze (12)




Następna strona



Bonusy pokerowe


Streamy pokerowe



Copyright © 2017. TLPoker.pl Wszelkie prawa zastrzeżone
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację jego regulaminu.
Serwis przeznaczony jest wyłącznie dla polskojęzycznych obywateli państw, w których uczestnictwo i reklamowanie pokera internetowego jest legalne.
Kontakt Mapa strony LiquidPoker